Sportowa 8 - na Giewoncie !!! – czyli relacja ze szkolnej wycieczki

Sportowa 8 – na Giewoncie !!! – czyli relacja ze szkolnej wycieczki

W dniach 7-9 czerwca 2018r. odbyła się wycieczka krajoznawcza uczniów i nauczycieli Sportowej 8 w Tatry.

Wyjechaliśmy w czwartek rano z Praszki. Po drodze zwiedziliśmy Jasną Górę w Częstochowie, tradycyjnie pomodliliśmy się w Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej,  wyruszyliśmy w kierunku  Krakowa i dojechaliśmy do Gliczarowa Górnego, gdzie w pięknym pensjonacie bardzo lubianym przez uczniów naszej szkoły był pyszny góralski obiad.

Pogoda dopisywała nam świetnie, a więc postanowiliśmy wykorzystać ten dzień na maxa i żeby pozbyć się dużo nabytych kalorii od razu pojechaliśmy na parking w Zazadniej. Ruszyliśmy niebieskim szlakiem na Polanę Rusinową. Nie jest to długi odcinek, ani wymagający, tak więc osoby, które nie lubią za dużo chodzić, a preferują piękne widoki – to ten szlak jest idealny, ale to nie o nas… Po około godzinie dotarliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr na Wiktorówkach 1150 m.n.p.m. Zwiedziliśmy piękną Kaplicę Matki Bożej Jaworzyńskiej. Po dalszym marszu doszliśmy chyba do najładniejszego miejsca tego dnia, na Polanę Rusinową 1210 m n.p.m. Widoki z niej były zniewalające. Możemy podziwiać szeroką panoramę Tatr od Tatr Bielskich przez Tatry Wysokie do Tatr Zachodnich. Panorama była propagowana przez Tytusa Chałubińskiego jako „widok na 100 szczytów i przełęczy” już w 1878 roku.

Dalej na Gęsią Szyję 1490 m n.p.m. – nie było tak łatwo, chociaż kiedy idzie się mając za sobą takie widoki, to nawet ciężkie podejście nie sprawia trudności, a towarzyszyła nam dziewczynka chyba z klasy piątej podstawówki, która tą ,,drogą do nieba” spacerowała dość przyzwoicie, a więc nie mogliśmy ,,dać plamy”. Aby wejść z Rusinowej Polany na Gęsią Szyję należy pokonać 1180 stopni. Wierzchołkowa część grzbietu Gęsiej Szyi zbudowana jest z dolomitowych skałek wypiętrzonych na około 15 metrów (tzw. Waksmundzkie Skałki). Również z niej rozciągają się piękne krajobrazy, widać Giewont i Kasprowy Wierch.

Po kilkunastu minutach i łagodnym zejściu, trafiliśmy na Rówień Waksmundzką 1407 m n.p.m..  Jest to szeroka i trawiasta rówień na Waksmundzkiej Przełęczy pomiędzy Małą Koszystą, a Gęsią Szyją w polskich Tatrach Wysokich. Dawniej polana ta i przylegające do niej serwitutowe lasy należały do terenów pasterskich Hali Waksmundzkiej. Stał tutaj jeden szałas postawiony w 1929 roku przez górali z Maruszyny.

Następnie przez około 50 minut zeszliśmy do Wodogrzmotów Mickiewicza. Ten odcinek trasy w pewnych miejscach wznosi się, ale są to podejścia łagodne. Jest to jedna z większych atrakcji na naszej trasie  i dalej po kilkunastu minutach wyszliśmy na słynną „asfaltówkę”, no i 40 minut aktywnego marszu (bo już czekał na nas grill) dotarliśmy na parking w Palenicy Białczańskiej, gdzie po nas przyjechał nasz bus. W pensjonacie urządziliśmy smacznego grilla, miło spędziwszy czas przy ognisku i mieliśmy różne inne atrakcję (bilard, ping pong, piłkarzyki itd.). Ten dzień był bardzo udany.

W piątek po śniadaniu przygotowaliśmy się do wyjścia, i pojechaliśmy do Zakopanego. W Kuźnicach na nas już czekał przewodnik i  rozpoczeliśmy wyprawę na Giewont, która należy do kategorii NAJ. Na początku pięknie świeciło słoneczko i nie zapowiadało się nic złego. Ominęliśmy klasztor Albertynek i…  ale jak to w górach… Po pół godziny marszu niebo zachmurzyło się i ,,na styk” zdążyliśmy do schroniska na Hali Kondratowej, gdzie już lalo pół godziny, dzięki czemu był moment relaksu i odprężenia przed podejściem na „Śpiącego Rycerza”.

Od Hali Kondratowej wędrujemy dalej tym samym niebieskim szlakiem. Raz jeszcze wkraczamy do lasu. Później jednak drzewa znikają, a pojawia się kosodrzewina. Wędrujemy wygodnym kamiennym chodnikiem. Z czasem nasza droga staję się coraz bardziej męcząca, i jak przewodnik określił – zaczyna się ,,piekło”, ale nie poddajemy się i podchodzimy teraz mocno pod górę.

Przełęcz Kondracką osiągamy po niecałej godzinie. Najwyższy wierzchołek Giewontu ukazuje się po naszej prawicy. Wędrujemy teraz pośród kosodrzewiny wąską ścieżką, która po kilku minutach zaprowadza nas na Kondracką Przełęcz Wyżnią. My idziemy dalej prosto po kamiennych chodniku, który zaprowadzi nas do miejsca gdzie zaczyna się jednokierunkowy szlak na wierzchołek Giewontu. Podczas wchodzenia na szczyt napotykamy  bardzo wyślizgane głazy, które zwłaszcza po deszczu stają się niebezpieczne.

Jeszcze przez kilka minut idziemy po kamiennym chodniku. Nasz szlak kilka razy zakręca i w końcu dochodzimy do pierwszego łańcucha. Wykonujemy większy krok, aby wdrapać się na wyższą półkę skalną. Wędrujemy teraz po skalnych blokach, po chwili zakręcamy w prawo i idziemy do góry po skalnej płycie, podejście ułatwiają wyraźne wcięcia na nogi.

Po krótkim podejściu szlak zakręca w lewo i wyprowadza nas pod skalną ściankę, gdzie jest trochę więcej miejsca. Ponownie chwytamy łańcuch i zaczynamy wchodzić po wystających skałach, a po prawej stronie mamy urwisko. Znowu zakręcamy w lewo, przed nami ostateczne podejście na szczyt, wspinamy się po większych blokach skalnych i głazach. Po kilku minutach osiągamy nasz cel – Giewont – 1894m n.p.m.

No i warto było!!!

Ze szczytu wspaniałe widoki na Tatry Zachodnie, Tatry Wysokie i na całe Podhale.

Z Giewontu schodzimy wyraźnie oznaczonym  szlakiem zejściowym , który przy pomocy łańcuchów zaprowadzi nas do połączenia z trasą wejściową. Schodzimy na półkę z dosyć wysokich głazów. Dalej już prościej schodzimy po skałach, nasz szlak zakręca i przechodzimy po skośnej płycie. Następnie w dół i ponownie musimy ostrożnie zejść z większych skał. Teraz już zdecydowanie łatwiej, idziemy po głazach aż do szlaku do Doliny Strążyskiej.

No i…. Pogoda nam przygotowała niespodziankę. Zaczął się deszcz, jak z wiadra i lalo całą godzinę tak, że nie było na nas suchej nitki, ale prawdziwi turyści tak mają, i po zdobyciu szczytu to już nie miało dla nas żadnego znaczenia. Schodzimy najcięższym i pochłaniającym  najwięcej czasu spomiędzy wszystkich szlaków z Giewontu  do Doliny Strążyskiej. Idziemy teraz w stronę Przełęczy w Grzybowcu i kierujemy się w kierunku Polany Strążyskiej. Jeszcze pół godziny i dochodzimy do ul. Strążyskiej, gdzie po nas przyjeżdża nasz bus. To nie było wcale takie też łatwe zejście, które zajęło nam ponad trzy godziny, zrobiliśmy w tym dniu  łącznie ponad 8 kilometrów, ale jakich! i wrażenia na prawdę były niesamowite. No i wreszcie obiad!!! Gaździna pensjonatu tradycyjnie ,,na zamówienie” uczniów ze Sportowej nalepiła przepysznych domowych pierogów  ruskich  i z jagodami też, upiekła pyszne domowe ciasto, inwestowała w to pół dnia, a my po takim udanym marszu w tym dniu zaliczyliśmy to wszystko w kilka minut. Godnym podsumowaniem tego wspaniałego dnia, który na pewno będziemy bardzo miło wspominać, było kibicowanie biało czerwonym tak, że nie spało chyba całe Podhale…

No i sobota. Smaczne góralskie śniadanko, złapaliśmy chwilę pięknego słoneczka, wszystko co dobre się kończy i niestety trzeba wracać…

Zajechaliśmy szczęśliwie do Praszki i ładujemy akumulatory na kolejną wycieczkę (może następnym razem Rysy?)

Było po prostu SUPER!!!

Mirosław Kowalczuk, Mariusz Rzepka.